Zagrał się na śmierć, nikt nie zauważył
Czy słyszeliście wyrażenie "zagrać się na śmierć"? Nie? W takim razie od dzisiaj dopisujemy je do słownika, bowiem stało się makabrycznie prawdziwe.
Gracze znajdujący się w pewnej tajwańskiej kafejce internetowej beztrosko kontynuowali swoją zabawę nieświadomi, że jeden z nich… nie żyje.
23-letni mężczyzna zmarł grając w swoją ulubioną grę w kafejce w Nowym Tajpej i wygląda na to, że jego pozycja nie zmieniła się wówczas na tyle, żeby pozostali klienci byli w stanie to zauważyć. Tym bardziej, że sami byli pochłonięci graniem.
Podobno kelnerka widziała go ostatni raz żywego, kiedy rozmawiał przez telefon w środę wieczorem. Z dochodzenia policji wynika, że był martwy przez dobre 9 godzin, zanim którakolwiek z 30 obecnych tam osób zrozumiała, że stało się coś złego.
Przyczyną śmierci było najprawdopodobniej zatrzymanie akcji serca spowodowane niską temperaturą. Pozostaje zagadką jak zimno musiało być, skoro doszło do tak przykrego incydentu, chociaż o tej porze roku na Tajwanie temperatura rzadko spada poniżej 10 stopni w nocy.
Morał dla graczy: na wszelki wypadek zawsze warto zagadać raz na jakiś czas do kolegów po prawej i lewej stronie, to pomoże uniknąć nieprzyjemnych niespodzianek.
Komentarze 6
Gość 06.02.2012, 16:38 | Zgłoś naruszenie
Gość 06.02.2012, 16:45 | Zgłoś naruszenie
Gość 06.02.2012, 16:45 | Zgłoś naruszenie
HAZARDZISTA 07.02.2012, 00:11 | Zgłoś naruszenie
Gość 07.02.2012, 12:22 | Zgłoś naruszenie
hans 07.02.2012, 20:52 | Zgłoś naruszenie