Steve Jobs - człowiek, który nie gadał z FBI
Amerykański rząd ujawnił wczoraj dokumenty FBI dotyczące Steve'a Jobsa. Wśród nich znalazły się między innymi dane zebrane w związku z jego spotkaniem z prezydentem Bushem w 1991 roku oraz zamachem bombowym, który groził mu 6 lat wcześniej.
Informacje zebrane w procesie przygotowawczym do spotkania z Georgem Bushem Seniorem obejmują m.in. wywiady ze współpracownikami Jobsa. Federalne Biuro Śledcze chciało się w ten sposób upewnić, że w jego przeszłości nie można natrafić na nic, co mogłoby stanowić wygodnej podstawy to szantażu. W jednej z rozmów padła wzmianka o ulubionym narkotyku założyciela Apple, LSD, z którym eksperymentował podczas lat młodzieńczych. Inni z przepytywanych twierdzili, że Jobsowi nie można ufać i że potrafi on doskonale zniekształcać rzeczywistość, żeby tylko osiągnąć swoje cele. Pomimo tych kwiatków, wszyscy zgodnie twierdzili, że nie ma przeciwwskazań dla jego spotkania z głową amerykańskiego państwa.
W czasie kiedy trwały wywiady, Jobs kierował firmą Next, był również CEO i szefem rady nadzorczej Pixara. Posiadał przy tym apartament w Nowym Jorku oraz dwa domy: w Woodside oraz Palo Alto i przygotowywał się do poślubienia Laurene Powell.
FBI przemaglowało 29 osób, w tym kolegów z pracy, sąsiadów i znajomych. I - choć rozmawiano z kilkoma pracownikami Apple - raport stwierdza, że "Apple Computer Company okazało się być niedostatecznie kooperatywne, jeśli chodzi o zapewnienie pomocy Departamentowi Prawnemu".
Federalni zanotowali duże rozbieżności, dotyczące oceny charakteru Jobsa. Przykładowo pewna osoba stwierdziła, że był on wymagającym pracodawcą, lecz "traktował ludzi uczciwie i był wyczulony na problemy oraz potrzeby innych", podczas gdy inna zapewniała, że potrafił być szorstki i okazywać lekceważące podejście. Niektórzy zauważali też, że choć jego ambicja doprowadziła go do ogromnego sukcesu, pozbawiła go jednocześnie uczciwości. Ba, jedna z osób posunęła się wręcz do stwierdzenia, że właśnie jego wady i nieuczciwość czynią go odpowiednim partnerem dla polityków. Z tym akurat trudno polemizować…
Jeden z jego kolegów uważał, że chociaż Jobs "nie był inżynierem w pełnym tego słowa znaczeniu, rozumiał podstawowe zasady technologii oraz żargon techniczny do tego stopnia, że stanowi innowacyjną siłę w ramach społeczności technicznej, w zakresie wkładu, który wniósł".
Dwie kolejne osoby podkreślały jego znajomość kultury azjatyckiej, co miało przyczynić się do jego sukcesu. Rozumiał zwłaszcza "kulturę Japonii i miał bardzo wiele kontaktów wśród orientalnych firm".
Co ciekawe Jobs powiedział FBI, że został zwolniony z Apple, jego byli pracownicy utrzymywali jednak, że sam zrezygnował ze stanowiska. Prawda wyglądała tak, że Jobs został zwolniony przez zarząd z jakiejkolwiek roli operacyjnej w maju 1985 r. i zrezygnował z funkcji prezesa zarządu we wrześniu 1986 r.
O ile wywiady odbywały się raczej bez przeszkód, o tyle przepytanie samego Jobsa stanowiło nie lada problem dla Federalnego Biura Śledczego. Jego sekretarka stanowczo upierała się, że szef jest niedostępny przez 3 tygodnie i nie może poświęcić agentom specjalnym nawet godziny.
Poza tym FBI zbadało szczegóły próby szantażu, która miała miejsce 7 lutego 1985 r. Dzwoniący zagroził podczas rozmowy przeprowadzonej z parkingowego automatu telefonicznego na lotnisku w San Francisco, że zdetonuje 3 bomby ukryte w rezydencji Jobsa, jeśli ten nie zapłaci mu miliona dolarów w nieoznakowanych, niebarwionych banknotach. Cała suma miała zostać przekazana w pociągu BART (Bay Area Rapid Transit). Szantażysta zapewnił też, że jeśli o sprawie zostanie powiadomiona policja, wówczas zdetonuje czwarty ładunek. Jobs oczywiście dał znać Federalnym, którzy przeprowadzili śledztwo, jednak sprawcy nie udało się odnaleźć.
W aktach znajdują się też wzmianki na temat kroków prawnych przeciwko byłemu CEO Apple, np. pozew Apple w sprawie domniemanego naruszenia przez niego obowiązków powierniczych oraz przywłaszczenie tajemnic handlowych (związane z tym, że kiedy odchodził z Apple, zabrał ze sobą zastrzeżone informacje oraz kluczowy personel techniczny). Pozew został wycofany rok później. Dokumenty mówią też o procesie, w ramach którego bliżej nieokreślona kobieta zarzucała mu bezprawne zwolnienie. Podobno złożyła wymówienie w Apple, żeby przejść za Jobsem do Next, mając nadzieję na długoterminową posadę, tymczasem została stamtąd wyrzucona. Sprawę wygrał Jobs. Zachowały się też ślady pozwu złożonego w 1984 r. przez udziałowców, obracającego się wokół kwestii związanych z komputerem Lisa i zarzutów, że nie został właściwie wprowadzony na rynek, co doprowadziło do strat finansowych.
Jeśli chcecie się zapoznać z pełną, 191-stronicową wersją raportu, możecie zaspokoić swoją ciekawość klikając tutaj.
Popularne komentarze
AKTA 12.02.2012, 18:52 | Zgłoś naruszenie
Komentarze 5
Gość 11.02.2012, 11:58 | Zgłoś naruszenie
Ten komentarz został ukryty ze względu na zbyt dużą liczbę negatywnych ocen. Pokaż
Gość 12.02.2012, 00:45 | Zgłoś naruszenie
Gość 12.02.2012, 11:53 | Zgłoś naruszenie
liryk 12.02.2012, 16:57 | Zgłoś naruszenie
Ten komentarz został ukryty ze względu na zbyt dużą liczbę negatywnych ocen. Pokaż
AKTA 12.02.2012, 18:52 | Zgłoś naruszenie